poniedziałek, 13 września 2010

everything is different

no więc, ekhm, oficjalnie, bloga pisać, czas zacząć! :)

Zachęcam do regularnego odwiedzania ale uprzedzam że mogę nieregularnie pisać, but anyway - everyone is invited!!!

Tak więc zacznę od kilku prostych spostrzeżeń o Filipinach.

=> Filipiny są INNE :)
=> Filipiny są piękne, a Filipińczycy przemili (niezależnie od tego czy jest to kobieta, czy mężczyzna, czy both of them:))
=> Filipiny są troszkę śmierdzące - wilgotność jest potworna, a w połączeniu z gorącem i lekko betonowym miastem efekt jest brzydkopachnący (pachnący również częstokroć sosem sojowym ;))
=> Manila jest WIELKA. Slumsy są wszędzie. Niekończące się slumsy...
=> Makati - coś jakby district of Manila - jest miastem wieżowców. Nie zaznasz tu slumsów. Jest to prawdopodobnie jedyne takie miejsce na Filipinach. Takie państwo w państwie. Taki mały Hong Kong. Tutaj właśnie mamy uczelnię i tutaj będziemy mieszkać (w jednym z tych wieżowców z widokiem na inne wieżowce)

Nasza uczelnia - Asian Institute of Management jest znana w całej Azji. Jest to jeden z najstarszych uniwerków tu (1960 bueheh;p). Jest tu mnóóóstwo Hindusów (80%), którzy robią MBA, Bardzo sobie chwalą. Są mega otwarci, zagadują, nie patrzą się dziwnie (jak dobrze...) i są całkiem normalni ;]
Co do ludzi z wymiany to hoho, mam tu całkiem niezły przegląd obcokrajowców :) Z Niemiec, Austrii, Francji, Belgii, Włoch, Indii, Meksyku... Jak Niemcy zaczynają między sobą gadać - damn it nie rozumiem!!! :(:(:( Ale na szczęście nie muszę z nimi gadać po niemiecku. W sumie to w ogóle nie muszę z nimi gadać, bo ciągle pijemy litrowego Red Horse po 4 zł i jest GIT =)


Mój towarzysz niedoli:)

Wczoraj tak właśnie spędzałam wieczór (i w sumie poranek też), natomiast przedwczoraj mieliśmy przejażdżkę po mieście z miejscowym tubylcem, Miguelem, który generalnie jest bardzo fajny, i pali trawę ;) All the time!
Zabrał nas do zajebistej knajpy, gdzie przynosisz swoje żarcie a oni ci przygotowują :) Seriously. Jest tu gigantyczny targ z masakryczną ilością krewetek, krabów, homarów, kalmarów i innych stworzeń, które będą się Wam przyglądać na talerzu. Po prostu wybierasz to na co tylko masz pragnienie, zanosisz do baru, i dostajesz na talerzu. Mistrz! Zdjęcia uplouduje :)
Zaszliśmy też do 'ordinary' restaurant z tajskim żarciem, które również było baardzo smaczne - mieliśmy wyżerkę za 70 zł na 6 osób (w tym 3 facetów!).

Wniosek - jedzenie na Filipinach = dobrze + tanio :)






Z naszymi couchsurferami :)

Niestety nie możemy jeszcze znaleźć mieszkania...Chyba jesteśmy zbyt wybredni. Basen, sauna, piękny widok, 3 pokoje...huh, ciężko znaleźć takie coś za rozsądną cenę :)
Uczelnia zaczyna się w następny poniedziałek, więc nic na razie nie mogę napisać o przedmiotach czy profesorach, ale nie martwcie się, na pewno to zrobię!!!:)

Póki co, zbieram się i idę do China Town na chinola :D

2 komentarze:

  1. A gdzie zdjęcie tego wielkiego szczura, o którym mi opowiadałaś??? Złapałaś już jakiegoś?? Smaczny był? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie! za szybko śmigają :D:D:D

    OdpowiedzUsuń