środa, 1 grudnia 2010

South East Asia - odsłona pierwsza

AirphilExpress: Manila - Singapore

Pakuję manaty i komu w drogę, temu trampki!
Pierwszy stop -> Singapur! W podróży towarzyszy mi Wojtek, który jak się potem okaże znajdzie fortunę na jednej z singapurskich ulic.
W Singu oczywiście urzęduje nie kto inny jak towarzysz Siwiec. Ale ja mam aż dwie opcje noclegu - jedna u Siwej (ale daleko i niewygodnie), a druga to znajomy, którego poznałam na Boracay - Kunal, prawnik finansowy z Indii, pracujący i podróżujący po całym świecie. Ma ładne mieszkanie - na 20 piętrze w wieżowcu w samym centrum Singapuru. Hmm...czemu by nie skorzystać? :) Tak zrobię.


Gosia i Marina Bay


Gosia i skyscraper city

Ok. Pierwszy wieczór w Singu - spotykamy się z Siwą, jej znajomym. Idziemy do knajpy w słynnym Clarke Quay. PIORUŃSKO drogo!!! Mnóstwo białych, potwornie sztucznie. Nie, to nie są Filipiny, tak, to jest Singapur, nie, nie chciałabym tu mieszkać.
Tzn znowuż też bez przesady. Nie jest aż tak tragicznie :p No ale te ceny...
No nic, idziemy na piwo i wracamy. Nie stać mnie na imprezę. Sorry.


Clarke Quay nocą


Kunal z beczką piwa za które daliśmy 200 singdolców :>


Dzień kolejny. Zwiedzamy miasto. Idę z Wojtkiem na lunch. Aha. O Wojtku. Wojtek wracając wczoraj z imprezy (nie omieszkał zostać nieco dłużej... A wracając znalazł centralnie na środku chodnika, w samym centrum Singa, banknoty różne - z Chin, Hong Kongu, Tajwanu itd - o równowartości jakichś 600 zł!). Kurde, niektórzy to mają szczęście. Pojechał na shopping do Kuala Lumpur. ;)

Wracając do tematu. Zwiedzamy miasto, widzimy się z ziomami Siwej, których poznała na Bali - Lloyd i Eric - jak to mawiał Lloyd - GOOD PEOPLE! tak. zdecydowanie dobrzy ludzie...



od lewej: Lloyd, Siwa, Eric i Wojtek

Jeszcze kilka moich drobnych spostrzeżeń o Sing Sing:
- brak koszy na śmieci (co najwyżej w 7-eleven) - ale i tak jest to najczystsze miasto w jakim kiedykolwiek byłam!
- nie można palić na ulicach, ani nigdzie (tylko w wyznaczonych do tego celu miejscach), a za rzucenie peta - wysoka kara!
- mandaty są za wszystko co tylko można sobie wyobrazić (aczkolwiek ani razu nie widziałam tu policjanta, w przeciwieństwie do Filipin, gdzie każdy budynek jest strzeżony przez niby ochroniarza, z karabinem)
- jest gorąco i wilgotnie. ale to żadna nowość jak na Azję
- jest mnóstwo Expatów!
- jak dla mnie jest to takie państwo-miasto. ale takie bez życia, bez historii - nie mają nawet starówki. no bo jak można mieć starówkę z historią kraju sięgającą 50 lat...


jak to mówią Singapore is a FINE city ;)

Wracajac do tematu... Wieczorem idziemy na imprezę (surprise surprise!). Bawimy się prawie że do białego rana, hmm do 5 czy 6. Bo o 8 mamy lot do Hanoi! Siwa ledwo stoi na nogach, a ja ją muszę zbierać na lotnisku hehe. Ale impreza dobra była!

Żegnamy Singapur (bye bye Sing Sing, I didn't fell in love with you, but you are okay, though :))

Let's see Hanoi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz